Snuję te rozważania w wieku około czterdziestu lat…właściwie od wielu lat szukam piękna, w sobie i wokół mnie.
Dwadzieścia parę lat temu utożsamiałam swój ideał piękna z chudością, byłam pewna, że gdy tylko schudnę, wszystko będzie super, będę piękna, szczęśliwa i nic więcej mi do szczęścia nie będzie potrzebne . Tylko być chudą…..lata poświęciłam, aby ten cel osiągnąć, nawet raz dopuściłam się kradzieży tabletek enzymatycznych z ananasa , gdyż ich reklama była tak przekonywująca. Oczywiście, rezultat zerowy. Pamiętam, że miałam takie myśli, ach, żebym miała nawet chory żołądek, tylko żebym była szczupła…. oczywiście początki bulimii, sto tysięcy diety cud. Wszystko na nic, latami. Mój umysł był niemal tylko skoncentrowany na tym ( pomyśleć ile zmarnowanych lat…)
Gdy wreszcie udało mi się ten cel osiągnąć …(skuteczne okazały się proste, ale stosowane regularnie i systematycznie metody: nie podjadanie pomiędzy posiłkami i prosta aktywność fizyczna) okazało się, że nic się nie zmieniło, no prawie nic, ale nie czułam się ani specjalnie szczęśliwa ani szczególnie piękna, i wtedy zdałam sobie sprawę, że wymiary ciała to nie wszystko, i to był ważny, decydujący moment w moim życiu.
A wtedy dopiero zaczęły się schody, moje prywatne schody w poszukiwaniu własnego piękna.
Oczywiście każdy ma swoją własną drogę ku swojemu pięknu, które jest indywidualną sprawą, jest też wielu szczęściarzy, którzy je odkrywają bardzo wcześnie.
Tu zaczyna się początek odpowiedzi, czym jest piękno, przynajmniej dla mnie. Jeżeli nie wymiary ciała, choć oczywiście też są jednym z elementów, to co? Ładna buzia? Na pewno ma to znaczenie, ale myślę, że ktoś o przeciętnej urodzie może też być piękny……spotykam na ulicy wiele zgrabnych kobiet, o ładnych twarzach, świetnie ubranych, niczego im nie brakuje, a jednak…..piękno to coś poza tym, coś ulotnego, przejawiającego się w uśmiechu, spojrzeniu, w sposobie poruszania się, czy mówienia.
Piękno według mnie to suma składowa różnych elementów, zewnętrznych i wewnętrznych. Piękno wewnętrzne, harmonia, spokój, pogodzenie z sobą i ze światem, radość, idzie w parze z zewnętrznością.
Większość z nas dostało coś w prezencie od natury i jeżeli się to podkreśli ( te naturalne walory), umiejętnie je akcentując, tuszując te słabsze strony, jeżeli będzie się dbało o siebie, nie przesadnie, ale jednak regularnie, odnajdując w tym radość, to na pewno po jakimś czasie będą efekty.
Tak jak podkreślałam już, każdy z nas ma swoją indywidualną drogę ku swojemu własnemu pięknu, jednak wydaje mi się, że takimi wspólnymi mianownikami są : znalezienie swojej radości, swojego sposobu na spokój wewnętrzny, staranie się na ile to możliwe zaakceptować i pokochać samego siebie, dobroć, no i oczywiście dbanie o siebie.
Niedawno oglądałam stary, polski film. Pokazana w nim była polska ulica, i nasunęła mi się wówczas refleksja: jakie te kobiety były piękne, a przecież wtedy wszystkiego brakowało, ubrań, nie było tak wymyślnych fryzur jak teraz, kosmetyków, a jednak te twarze miały w sobie to ulotne piękno, jakiś spokój, delikatną radość , nie tak jak teraz często widoczne, napięcie i stres.
Skierujmy się więc bardziej ku naszemu wnętrzu, żeby odkryć własne, prywatne skarby, do tego celu mogą być pomocne relaksacje, medytacje, jest tyle dróg wewnętrznego rozwoju. A ta wewnętrzna praca na pewno pomoże nam w uzyskaniu tego zewnętrznego piękna, na którym nam tak zależy.
Ja odnalazłam swoja drogę, medytację w Sahaja Yodze, która daje mi tyle radości ,wewnątrz mnie i w relacji z innymi. Próbowałam różnych metod medytowania ( Buddyzm Zen, Buddyzm Tybetański, Qigong), natomiast po raz pierwszy w Sahaja Yodze doświadczyłam naprawdę jaką radość, błogość, miłość i spokój może dawać medytacja. To jest piękne, trudno to opisać, najlepiej przeżyć samemu.

Maja