Zapiski Poszukiwacza – 1

16.04.2013- wtorek

Zgodziłam się przyjąć ofertę pracy w Pszczynie. Opuściłam ukochany Wrocław i zamieszkałam w moim domku letniskowym na wsi.  Świeci słońce, świat budzi się po długiej zimie.  Siedząc przy kominku po raz kolejny zastanawiam się nad sobą. Już nie potrafię spojrzeć na życie oczami dawnej Basi. Moje pierwsze miłości… Wszyscy już pozakładali rodziny, a ja wciąż tkwię w tym samym punkcie. Zamiast cieszyć się wszystkim co mam, wracam do przeszłości. Kiedyś wydawało mi się, że niczego w życiu nie żałuję, że gdybym po raz kolejny zaczynała od nowa, to poszłabym tą samą drogą. Ale myliłam się. Wciąż zadufana w sobie nie nauczyłam się doceniać tego co miałam. A teraz mam wszystkie tego rezultaty. Sama jestem sobie winna. Życie uczy mnie pokory, choć ja z dumą zamiast wyciągać wnioski z porażek, brnę w zaparte wciąż tą samą ścieżką. Powinnam otworzyć się na obfitość, nauczyć się więcej dawać niż brać, cieszyć się tym co jest. Nie mogę zawsze mówić, że gdy będę miała już… to w końcu będę szczęśliwa. Tym sposobem zanurzam się w braku i nim się otaczam, przyciągam i przywołuję. Okazało się, że spełniły się moje dwie najgorsze fobie- praca w przychodni „Pod Aniołami” i mieszkanie na wsi. Bardzo bałam się, że będę nieszczęśliwa żyjąc na końcu świata.

19.04.2013- piątek

Na wsi jest pięknie. Ziemia pachnie wiosną, zakwitły stokrotki, drzewa puszczają liście. Ptaki śpiewają przepięknie, świat wraca do życia. Siedzę na drewnianych schodach i obserwuję przyrodę. Spokój który wyłania się z każdego zakątka wsi jest niesamowity. Trzeba się zatrzymać, zastanowić nad tym co jest naprawdę ważne. Czy ten pośpiech i wieczna gonitwa naprawdę mają jakiś sens? Tak żyłam we Wrocławiu, na najwyższych obrotach. Ale nie da się funkcjonować w ten sposób przez całe życie.

W ostatnich latach bardzo się zmieniłam na minus. Stałam się rozdrażniona, łatwo wpadam w złość, nie dbam o siebie. Patrzę na życie pesymistycznie. Papierosy, alkohol, zalewanie smutków. Pijackie imprezy, destrukcyjni znajomi. Związek z góry skazany na niepowodzenie, z mężczyzną z innego świata, na siłę, bylebym nie była sama. A potem znów zapijanie smutków. Wakacje na Woodstocku pływające w litrach piwa, marihuana. I ciągłe dylematy dotyczące przyszłości. Stres nie opuszczał mnie na krok.

Budzik, pierwsza myśl o poranku:  trzeba przetrwać, by móc znów wrócić do łóżka. Szybkie tempo życia, by nie mieć czasu na rozmyślanie, by zmęczenie nie pozwoliło na długie przemyślenia.  Wieczorem znów to samo. Whisky, papierosy, płacz przed zaśnięciem. Szybkie bicie serca. Egzystencja, beznadzieja. Tak bardzo się pogubiłam, straciłam swoje dawne cele. Teraz czuję, że dopiero tu, w miejscu do którego tak bardzo nie chciałam trafić, w ciszy przyrody mogę na nowo odnaleźć szczęście i odkopać zagubione ścieżki. Tak jak kiedyś, na nowo chcę wierzyć, że mogę się zakochać, chcę znów robić przetwory, gotować obiady i pracować. Chcę cieszyć się normalnym życiem.

Podobno mamy to, co sami stworzymy. Sami kreujemy swój świat. To nasze podejście sprawia, czy życie jest piękne, czy też nie.

22.04.2013-poniedziałek

Chyba lubię moje wiejskie życie. Myślałam, że nie odnajdę się w małym miasteczku, a tym czasem właśnie tu odnajduję dużo radości. Lubię jak odwiedzają mnie w pracy moi pacjenci tylko po to, by chwilę porozmawiać i poopowiadać o sobie. Lubię spędzać czas z prostymi ludźmi bo ich życie często jest znacznie lepsze od tego które wiodą  moi „miejscy” znajomi. Odnajdywanie piękna w ciepłym słońcu i śpiewie ptaków. Tu zatrzymuje się czas, świat toczy się naturalnym rytmem. Chyba właśnie tego chcę- żyć normalnie.

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało mi się, że jeśli znajdę się właśnie tu, gdzie jestem teraz to zmarnuję sobie życie. Panicznie bałam się dnia w którym w końcu uświadomię sobie, że dla weterynarza prosto po studiach perspektywy pracy we Wrocławiu są marne, że będę musiała spakować się i wyjechać. Ale taki dzień nadszedł.

03.05.2013-piątek.

Pojechałam na weekend do Wrocławia. Spotkałam się ze wszystkimi przyjaciółmi, mieliśmy wieczór karciany jak kiedyś. A teraz jestem znów na wsi… Coś znów jest nie tak, wciąż chodzę smutna, chce mi się płakać bez powodu. Ogarnia mnie depresyjny nastrój choć wszystko jest w porządku. Totalna beznadzieja. Wszystko jest nie tak.

03.09.2013-wtorek

Próbowałam napisać coś wcześniej, ale nie potrafiłam wydusić ani słowa. Minęło pół roku od czasu jak zamieszkałam na wsi. Dawno już nie byłam tak nieszczęśliwa i samotna jak teraz. Na wsi jest pięknie. Jednak prawie wcale nie oglądałam zachodów słońca, nie wsłuchiwałam się w szum wiatru, ani nie cieszyłam się wonią kwiatów. One mnie już nie koją. Nie dają wytchnienia. Czasem nawet nienawidzę tego miejsca. Co z tego, że gwiazdy mają tu blask jak nigdzie indziej? Co z tego, że wszyscy są życzliwi, skoro nie ma się do kogo odezwać? Słucham muzyki, chcę słyszeć czyjś głos. W nocy tulę się sama do siebie a i tak długo nie mogę zasnąć. Zarabiam naprawdę dobrze, chodzę na zakupy, moja szafa pęka w szwach, butów mam więcej niż spodni. Stołuję się w restauracjach, przez weekendy podróżuję i zwiedzam. A jednak pustka ogarnia każdą chwilę.

Wiem, że sama jestem sobie winna mojej sytuacji. Ale Boże, co mogę poradzić na to, że jestem tym, kim jestem? Nie jestem taka, jak większość ludzi których znam. Mam inne zainteresowania, oczekiwania. Nie rozumiem świata w którym przyszło mi żyć. To wszystko nie daje mi szczęścia. Pogubiłam się, tak bardzo się zmieniłam. Nie gotuję, nie zbieram owoców, nie robię przetworów, nie chodzę na spacery. Nic mnie nie cieszy.  Naprawdę starałam się myśleć pozytywnie. Jednak to przychodzi samo i jest silniejsze ode mnie. Nie potrafię inaczej, już od lat jest tak samo. Od lat nie mogę odnaleźć swojej drogi. Tak bardzo chciałaby znów malować obrazy, pisać wiersze i cieszyć się życiem. Tymczasem zatapiam smutki w alkoholu i papierosach. Dlaczego niszczę samą siebie? Zupełnie jakbym chciała ukarać się za niepowodzenia. Przecież cierpię tak samo mocno i bez tego. Bolący żołądek nie pomaga wrócić do normy. Boże, jeśli jesteś, słyszysz i możesz coś zrobić to wesprzyj mnie w chwilach gdy sama już nie daję rady. Przecież moje życie nie jest takie złe. Tyle mi się udało, więc dlaczego czuję się coraz gorzej?

19.09.2013- czwartek

Czy życie będzie już tak wyglądało? Znów to poczucie pustki. Otrzymujemy to co chcemy otrzymać, ludzie ranią nas ponieważ dajemy im na to przyzwolenie. Siła, gdzie jej szukać, jak ją zdobyć? „Na krawędzi szkła pęka pierwsza łza”

22.12.2013- niedziela

Kończy się najgorszy rok w moim życiu. Rok pełen dylematów, niewiadomych, pełen żalu i pretensji do świata.

23.03.2014

To, co wydarzyło się w ciągu ostatnich miesięcy jest niemożliwe do opisania. Pewnego dnia obudziłam się jak zwykle, ale świat był już zupełni inny. Otworzyłam oczy, a wszystko stało się piękne, ustąpiły wszelkie lęki i smutki. Znalazłam się w jednej chwili przepełniona Boską miłością, tak po prostu. Wszystko co było, przestało mieć znaczenie, byłam tu i teraz i już wiedziałam, że wszystko jest i będzie dobrze, nie miałam zmartwień, jedynie bezgraniczną ufność.

Postanowiłam odmienić swoje życie, postanowiłam, że ten rok będzie inny niż poprzednia, że teraz uda się wszystko.

14.04.2014- poniedziałek

Poznaję siebie, uczę się siebie od nowa. Wracam do zaułków swojej świadomości o których zapomniałam. Wracam do siebie z przeszłości i jestem szczęśliwa. Przestałam płynąć z falą otaczających mnie ludzi. Patrzę w głąb siebie i żyję według własnych przekona, które tak skutecznie zakopałam przed sobą samą. Lecę na własnych skrzydłach i jestem spełniona. Teraz to zrozumiałam, jak wiele zatraciłam. Jaki ogrom umknął mojej uwadze. Gdzie się znalazłam? Na samym dnie własnego umysłu. W najczarniejszych zaułkach siebie. Gorzej być nie mogło. Moment w którym zapragnęłam zmienić świat sama pozostając bez winy był kulminacyjny dla mojej destrukcji. Spróbowałam tak wiele, by tak niewiele pojąć. A teraz wracam, odbijam się i cieszę Mam wszystko, Boże, niczego mi nie brakuje, mam wszystko! Pracuję nas sobą, poznaję siebie na nowo. Szukam, obserwuję, chłonę każdy moment, każdą emocję która jest we mnie. Czasem mam w sobie tą euforię którą otrzymałam na początku i która nie opuszczała mnie wtedy ani na chwilę. Już nie chcę zmieniać świata, ale płynąć w nim. Jestem w chwili, w momencie. Nie w przeszłości, nie wracam do niej. Ale też nie zastanawiam się nad jutrem. Nie wiem co przyniesie przyszłość, nie robię planów. Nie wiem gdzie będę za rok. Nie obchodzi mnie to! Ta chwila jest piękna, jest teraz. Mam ją, jest moc, moc, moc!

16.04.2014- środa

Długa podróż przede mną. Zatracić coś jest bardzo łatwo, ale odbudowa wymaga ogromu pracy. Przypominam sobie siebie sprzed wielu lat. Wiesz co widzę? O ironio! Te wszystkie okrutne miesiące i lata, walki, próby, załamania rąk, pytania, niekończące się pytania- to wszystko prowadzi jedynie do powrotu do siebie sprzed lat. Tyle trzeba stracić aby zrozumieć. Czy po to potrzebowałam zatracenia? Czy będę jeszcze błądzić? Boże, nie pozwól mi na to!

Widzę siebie, dziewczynkę siedzącą pod drzewem. To było szczęście. Tylko ja, przestrzeń, piękno. Widzę siebie leżącą pod gwiaździstym niebem. Wtedy nie potrzebowałam niczego więcej. Nie potrzebowałam kolegów, miłostek. Potrafiłam dać sobie wszystko to, co było mi potrzebne. Odnajdywałam radość tam, gdzie inni jej nie dostrzegali. Kochałam świat. A później popłynęłam za ludźmi i stałam się kimś innym. Nauczyłam się, że trzeba czerpać z innego dzbana, z tego w którym są żądze, walka, ego, świata w którym liczy się to, że mam pieniądze, podobam się mężczyznom, ludzie mnie lubią. Ale ja nie chcę, nie muszę podobać się wszystkim. To nie jestem ja! Po co mi to wszystko? Chcę być sobą, nie potrzebuję pytać się tego głupiego świata czy wpasowuję się w jego ramy. Zamiast bywać na imprezach wolę wpatrywać się w ptaki, słuchać szumu liści, chłonąć przyrodę i milczeć. Co z tego, że ludzie mówią, że jestem dziwna? Przecież oni nie przeżyją za mnie mojego życia. Dlaczego mam wpasowywać się w czyjeś oczekiwania? Lubię siebie taką, jaką jestem. Wolę być dziwaczna dla świata, lecz pogodzona ze sobą.

19.05.2014- niedziela

Kocham Cię Życie! Nie zawsze jest pozytywnie. Ostatnio często mam dni w których radość znika. Czasem zapominam, że szczęście mam w sobie, a gdy zaczynam od innych wymagać zbyt wiele, jestem rozczarowana. Poza tym życie mija pięknie. Szukam drogi dla siebie i wracam tam, gdzie byłam kiedyś. Dziś narysowałam pierwszy obraz od bardzo dawna. Czuję, że czeka mnie jeszcze wiele odkryć. Ale przede wszystkim cały ogrom pracy.

Kiedy na początku roku obudziłam się i ujrzałam inny świat, myślałam, że tak już zostanie. Ale to przebudzenie, to był jedynie prezent. Obudziłam się z poczuciem radości za nic, ono po prostu było. Trwałam w nim. Było mi błogo. Ale później otworzyłam oczy i nie było już tak różowo. Musiałam zacząć myśleć nad tym co się wydarzyło. A teraz chcę odnaleźć drogę, by znów odzyskać ten stan.

25.06.2014

Człowiek może osiągnąć wszystko co tylko zechce, wiem to. Dostałam prezent świadomości. Wierzę, że nic nie dzieje się przypadkiem. Jesteśmy tu, bo właśnie w tym miejscu możemy odbyć lekcje, które są nam potrzebne. A później odchodzimy i znów wracamy bogatsi o koleje „doświadczenia”. Znów się uczymy, wzrastamy. Po to tu jesteśmy.

Postanowiłam zaufać życiu. Każdy chce przeżyć życie spokojnie, wieźć życie pozbawione dyskomfortów. Ale taka droga do niczego nie prowadzi. To doświadczenia życiowe czegoś nas uczą. To one pozwalają nam na rozwój. Mam wiele przeczuć dotyczących przyszłości, a one nigdy mnie nie zawiodły. Zawsze wiedziałam, co się wydarzy. Czuję się jakbym szła korytarzem przechodząc z jednego miejsca do drugiego, ale na razie wszystkie drzwi są zamknięte.  To jak przed wyjazdem na obóz w dzieciństwie, to jest ta ostatnia noc przed wakacjami- wiesz, że będzie pięknie, choć nie wiesz co cię spotka. Wyjazd tuż tuż, więc nie możesz spać z przejęcia. Czasem napełnia mnie frustracja, chciałabym już tam być, choć jeszcze nie mogę. Nie mam pojęcia co się stanie, ale wiem, że czekają mnie zmiany. Jestem spokojna, gotowa na przyjęcie nowego.

Od czasu, gdy mój świat zaczął się przewartościowywać zmieniło się we mnie bardzo dużo. Jestem tym, kim byłam kiedyś i teraz już wiem, że wszystkie porażki życiowe które mnie spotkały, totalna beznadzieja i chęć odejścia z tego świata, wszystkie te czarne chmury musiały nade mną zawisnąć. Musiała lunąć gwałtowna burza, wszystko na raz bo inaczej niczego bym się nie nauczyła. Problemy z relacjami z Rodzicami, długi Taty, praca w znienawidzonej Pszczynie, nieudane związki, beznadziejna samotność i brak wiary w lepsze jutro- dopiero to wszystko pozwoliło mi odbić się od dna i zacząć żyć na nowo. Uczyć się. Wciąż nie wiem, czy wyciągam słuszne wnioski z moich doświadczeń. Czy w ogóle je wyciągam? Czy staję się jedynie pokorniejsza? Myślę, że mimo wszystko wciąż się czegoś uczę. Ale wszystkie lekcje rozumiem dopiero po długim czasie. Staję się na nowo kimś lepszym.

26.06.2014

Jak byłam mała, byłam zupełnie spokojna o swoją przyszłość. Widziałam siebie starą, z kubkiem ulubionej herbaty  w dłoni. Miałam pełną ufność, a mimo to rzadko bywałam szczęśliwa. Nie rozumiałam świata, nie odnajdywałam się w nim. Ale wciąż sobie mówiłam w kółko i wciąż, że żyję bo przyszłość będzie piękna, to dla niej muszę żyć. A teraz utknęłam. Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem. Gdzie mam się udać? Nie wiem czego tak naprawdę chcę, a pustka którą odczuwam nie sprawia, że czuję się bardziej świadoma.

22.07.2014

Na ten rok pragnęłam dla siebie odnalezienia swojego miejsca na ziemi, chciałam poukładać sprawy związane z pracą i życiem prywatnym. Dziś jest mi dobrze, a zabawne jest to, że nie zmieniło się w moim życiu nic. Mieszkam w tym samym miejscu co przed rokiem i dziś uwielbiam ten dom. Miejsca pracy nie zmieniłam, a jedynie nastawienie do niej. A związki? Teraz już wiem, że problem tkwił we mnie, a nie w innych. Zawsze byłam samotna, bo nie potrafiłam być szczęśliwa sama ze sobą. Jak mogłam przypuszczać, że ktoś da mi szczęście, skoro ja sama sobie nie potrafiłam go ofiarować?

Jest pięknie, ale wiem, że nie może być tak na stałe. To jest początek, teraz otrzymuję prezenty od Boga. Co dalej? Nie wiem, ale z pewnością czeka mnie spełnione życie

18.09.2014- czwartek

Poszukuję, cały czas mam poczucie, że nie żyję w pełni. Dlaczego poszukuję? Z czystej potrzeby duszy, bo taka jest moja natura? Czy z lęku przed bólem? Dobre pytanie, strach jest potężną siłą napędową. Strach przed odnalezieniem w sobie odpowiedzi której nie chciałabym odkryć. Może to czas na zderzenie z demonami?

03.11.2014

Wciąż uczę się być tu i teraz. Przeczytałam tyle książek które miały mnie przybliżyć do ścieżki duchowości, ale  nie czuję się przez to bardziej uduchowiona. Mam wiedzę teoretyczną której nie potrafię przełożyć na praktykę. Trochę mnie to frustruje. Nie wiem co mam zrobić i szukam jakiegoś wyjaśnienia. Szukam w pamięci tego, co przeczytałam. Ale nie chodzi przecież o zrozumienie, tylko doświadczenie! Czego ja doświadczam? Dlaczego nie potrafię wyciągnąć z tego wniosków? Dlaczego się nie uczę? Mama mi mówiła, że powinnam medytować. Ale chyba nie potrafię. Wciąż zdaje mi się, że nie jestem do końca pogodzona z losem. Ufam, że będę żyć tak długo jak potrzeba bym zdążyła wyciągnąć lekcję. I dlatego nic nie robię a czas ucieka mi między palcami. Czekam na coś co mnie spotka i zmieni. Nic nie rozumiem, naprawdę się gubię. Może nie słucham? Źle słucham? Myślę, zamiast po prosu doświadczać? Analizuję zamiast kontemplować?

05.11.2014

Nie rozumiem dlaczego poszukiwania wywołują u mnie stres. Przecież to nie wyścig szczurów, a jednak chciałabym już coś pojąć! Nie potrafię już tak zwyczajnie żyć. Wciąż zbyt dużo analizuję nie dochodząc przy tym do konstruktywnych wniosków, a to mnie frustruje. Skupiam się na tym, co tak naprawdę nie jest sednem sprawy. No i gubię się, ciągle się gubię.

17.11.2014- niedziela

Mój umysł, moje ciało same mi powiedzą co mam zrobić. Szarpanie, szukanie na siłę nic nie da. Tego nie da się zrozumieć ani nauczyć. Słusznym jest stwierdzenie, że jedyna droga to droga przez doświadczenie. Rozumiem to dopiero teraz, gdy sama doświadczyłam. Rozumiem, ponieważ gdybym nawet bardzo chciała, nie potrafiłabym nikomu wytłumaczyć tego, co wtedy odczuwałam i co się we mnie działo. To jak się przewartościował mój świat wiem tylko ja. Dlaczego jestem spokojna o przyszłość? Bo wiem, że przypadki nie istnieją. Będę doświadczać tego, co jest mi potrzebne na mojej drodze aby zrozumieć. Jeżeli przyjdzie mi coś oddać, nawet bardo cennego, muszę to oddać z wdzięcznością za to, że było i ufnością, że głębszy cel kieruje zdarzeniami.

30.07. 2014-czwartek

Nie umiem nauczyć się systematyczności. Nauczyłam się medytacji ze strony Sahaja Yoga, medytacji dla początkujących. Zobaczyłam wszystkie wykłady Shri Mataji i zrobiłam ćwiczenie „obudzenie Kundalini”, ale ponieważ nie uzyskałam spodziewanego efektu, szybko odpuściłam. Ale odpuściłam też, bo przestałam wierzyć w efekt. Muszę odnaleźć drogę. Szukam i trafiam na ciekawe osoby, ćwiczenia, refleksje tych, którzy odnaleźli. A jednak brak mi wiary w to, że ja też mogę. Nie wiem dlaczego. Nie zasłużyłam? Że to zbyt piękne? Doświadczyłam nirwany i pragnę znów tam wrócić, a mimo to czuję, że to jest zbyt piękne i nie należy mi się. Znalazłam się w zawieszeniu. Staram się, naprawdę. Wciąż się gubię!

10.09.2015

Znalazłam swoją drogę i medytację. Od pewnego czasu praktykuję Sahaja Yogę codziennie rano i wieczorem. Rano troszkę zbyt krótko, ale wieczorem staram się dłużej. Nie czuję wibracji, ale widzę, że żyje mi się dużo łatwiej. Mam więcej energii. Rzeczy o których już zapomniałam, wracają. Nie mogę przerwać!

13.11.2015- piątek

Chodzę z joginami na Sahaja Yogę. Informacje znalazłam w Internecie. Przyciągnęła mnie intuicyjnie z wielu innych „ofert” dla osób poszukujących. Właśnie Sahaja Yoga stała się mi bliska. Nie wiem dlaczego. Intuicji trzeba ufać, jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Tak jak na studiach, przed każdym egzaminem już wcześniej wiedziałam czy zdam czy też obleję. Tak samo teraz intuicja pomaga mi dokonywać właściwych wyborów pokazując co jest dla mnie dobre a co nie. Oczywiście mogę jej nie posłuchać i zrobić po swojemu, ale to sprowadza na manowce. Moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła więc nie mogę jej lekceważyć. Jest dobra, a skoro ją posiadam to jest w tym jakiś cel.

Ponieważ niczego nie potrafię przyjąć bezkrytycznie, również Sahaja Yogi nie przyjęłam ot tak. Przeczytałam na stronie WWW jak medytować i robiłam to w domu. Wiedziałam co powinnam odczuwać Ale niczego takiego nie doświadczyłam. Chwilami uważałam więc, że to są bzdury. Chodziłam również ze Zbyszkiem (mieszkamy razem od maja, nie pochwaliłam się ) na jogę Ajengara. Ale podczas każdych ćwiczeń, głównie przy staniu na głowie miałam straszne migreny. Ćwiczenia nie dawały mi przyjemności. Po zakończeniu byłam tak głodna, że aż robiło mi się niedobrze. Równocześnie próbowałam w domu z Sahaja Yogą. Nic nie działało. Pod koniec kwietnia zmarł mój pies Amik i to był dla mnie cios okropny. Równocześnie obraziłam się na wszystkie jogi, Boga i siebie samą. Nie pamiętam kiedy wróciłam do medytacji. W końcu poszłam na zajęcia SY z grupą joginów. Moja frustracja była bardzo duża gdy nie otrzymałam tego po co przyszłam. Kolejne zajęcia- nic, medytacja w domu, nic. Za którymś razem przyszła Joanna, pokazała co i jak robić. Popracowała chwilę nade mną i poczułam- chłodny powiew. Subtelny, ale jest. Ja też mam Kundalini!!! Wielka radość! Jeszcze przez jakiś czas wciąż sprawdzałam czy powiew jeszcze tam jest. Ale jak to ja, zaczęłam w końcu odpuszczać. Wrażenia osłabły, pojawiły się wątpliwości.

Dwa tygodnie temu dostałam propozycję uczestnictwa w seminarium w Bielsku. Właśnie teraz- od środy do niedzieli. Z chęcią przyjęłam propozycję. Postanowiłam, że będę nocować w domu i dojeżdżać codziennie na spotkania. W środę zaczęli zjeżdżać się pierwsi jogini. Opowiedziałam im o moich doświadczeniach i okazało się, że to nic niezwykłego!!! Oni również dostali realizację! A niektórzy także przeżyli przebudzenie jak ja. Uniesienie trwało kilka miesięcy a później zaczęło znikać. To znak, że teraz trzeba zacząć mocno pracować. Dowiedziałam się również, że moje oczekiwania są skazane na niepowodzenie, że nigdy nie wraca dokładnie to samo. Oczywiście! Dlaczego nie potrafiłam sobie tego uzmysłowić? Przecież wiem, że oczekiwania są z założenia złe. Wiem i niby rozumiem, a jednak teraz było dla mnie oczywiste, że idę po to samo co miałam i chcę to odzyskać JUŻ, małym kosztem, szybko. A jak nie, to się oburzam. A to przecież tak nie działa. Lata, lata, a może nawet i w tym życiu nie uda mi się odzyskać tego stanu wiedzy który miałam przez moment.

Moja największa lekcja którą wciąż przerabiam i z uporem nie chcę się nauczyć to lekcja pokory. Jestem w gorącej wodzie kąpana, wszystko musi być na już, na teraz. Wiem, że nic nie zyskam jeśli nie odpuszczę, a jednak ciężko mi to wychodzi. Dlatego wszystko przychodzi jeszcze wolniej- bo się szarpię zamiast płynąć w wyznaczonym tempie. Nic do mnie nie przyjdzie szybciej niż ma dotrzeć, tak już jest. Zaakceptuj to! Odpuść! Obserwuj, bądź obok, bez emocji. Co ma być to się i tak stanie bez względu na emocje, odpuść!

Środowa medytacja wieczorna- było mało osób, a jednak już czułam wibracje silniejsze niż na programach w Tychach. Wracałam do domu spokojna i ukojona. Czwartek rano- pięknie. Ale wieczorem to był szał. Śpiewaliśmy bajany a ja czułam prąd przepływający przez moje ciało, przez palce, chłód w dłoniach. Cudownie, chciałam wszystkim opowiedzieć, podzielić się.

Od dzisiejszego wieczoru zaczyna się uroczystość w pełnym komplecie osób. Miałam się zastanowić, czy czuję się gotowa aby uczestniczyć w Pudży i zadecydować czy przyjadę na nią czy też nie. Nikt mi nie powiedział, że nie mogę bo… to ma być mój wybór. Gdy wróciłam wczoraj do domu to poczułam się bardzo zmieszana. Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie, czy po prosu chcę tam być bo mnie to ciekawi, czy rzeczywiście to jest ten czas. Rozmawiałam o tym ze Zbyszkiem, ale nie znalazłam odpowiedzi. Byłam wciąż mocno nakręcona intensywnością odczuć podczas wieczornej medytacji. Dziś obudziłam się spokojna, szczęśliwa, z odrobiną lekkiej adrenaliny- to ten rodzaj pozytywnej intuicji która towarzyszyła mi zawsze w drodze na egzamin który miałam zdać. Jechałam na poranną medytację i miałam w sobie już odpowiedź. Byłam pewna. Ten rodzaj intuicji jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu, że dobrnęłam do kresu poszukiwań, że Sahaja Yoga da mi odpowiedź na moje wołania. Już dalej nie muszę poszukiwać, ani wybierać fałszywych proroków. To jest to. Tu muszę się zatrzymać i zacząć przyjmować wszystko to, co zostanie mi teraz podarowane. Teraz wszystko będzie się już działo samo, muszę to przyjąć i pielęgnować. Z czasem będzie coraz więcej, w miarę jak będę przyjmować kolejne lekcje.

Pokora- to pierwsza z nich.

Przyjechałam na poranną medytację i wiedziałam co mam zrobić. Czułam wibracje jak jeszcze nigdy. Mrowienie w dłoniach było tak silne, że nie mogłam go sobie wymyślić. To się działo, czułam to, to było coś! Po medytacji podzieliłam się z Joasią tym co się we mnie działo i ogarnęła mnie taka nagła fala radości, że aż popłakałam się ze szczęścia. To było silniejsze ode mnie. Łzy po prostu napłynęły mi do oczu i nie mogłam ich opanować. Wracałam do domu znów powstrzymując łzy szczęścia. Jestem we właściwym miejscu, dotarłam, odnalazłam swoją przystań!

W domu medytowałam w samotności, wibracje wciąż były bardzo intensywne. Teraz już trochę ochłonęłam. Jestem szczęśliwa. Boję się trochę wieczoru. Teraz już nie jestem tak pewna czy powinnam tam być. To jest zbyt piękne by mogło mi się przytrafić. Nie potrafię uwierzyć i chyba jeszcze nie potrafię otworzyć serca. Ja- taka mała, zwykła Basia miałabym dostąpić Boskiej miłości? Ja? Nie potrafię sobie tego uzmysłowić. Wciąż nie rozumiem tego co się dzieje. Coś się dzieje, tego jestem pewna. Nie potrafię pojąć potęgi tego wszystkiego. Daję czas, potrzebuję odpuścić. Przyjmuję wszystko to, co będzie mi dane i powoli, z wdzięcznością będę otwierać się na więcej.

15.11.2015-niedziela

Mam w sobie spokój. Natłok myśli i pytań zastąpiło wyciszenie. Wszystko w swoim czasie. Powoli, przyjdzie wtedy, gdy będzie na to odpowiedni moment. Jest mi dobrze, czuję, że nie muszę się o nic martwić, że wszystko poukłada się tak jak powinno. Czuję, że jestem tu, gdzie powinnam. Myślę, że dowiedziałam się w przeciągu tych kilku dni tak wiele, że nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego umysłem. A więc spokój. Wszystko się pojawi jak będzie na to czas.

25.11.2015- środa

Życie się odmienia. Nie tak spektakularnie jak wydawało mi się kiedyś, że może być. Powoli zaczynam patrzeć na świat z innej perspektywy. Nie zmuszam się by myśleć pozytywnie, nie walczę z negatywnymi myślami- po prostu jest dobrze. Nie boję się, nie zastanawiam, nie analizuję, po prostu jestem. Często tylko tu i teraz.

Jutro rano jadę do Joasi, żeby razem medytować. W piątek zabieram na program Mamę. Mam nadzieję, że niebawem dołączy również Zbyszek.

05.04.2016- wtorek\

Tracę równowagę. Nie wiem dlaczego. Wiele sytuacji z zewnątrz odbija się na moim nastawieniu do życia. Medytuję, szukam wyciszenia a jednak ciężko jest mi je odnaleźć. Wciąż mi czegoś brakuje, czegoś chcę więcej. Coraz lepiej zarabiam a przez to rosną moje zachcianki. Nie potrafię odnaleźć dawnego stanu, gdy nie miałam potrzeb. Było mi po prostu dobrze. Co się stało?

23.05.2016

Dzieje się bardzo dużo. Od czasu jak medytuję, zmieniam się. Ale ostatnio tempo przemian bardzo przyspieszyło. Jadąc na ostatnie seminarium byłam przekonana, że mam idealne życie, wszystko mi w nim pasowało. Po powrocie byłam już inna. Nagle poczułam, że jednak chcę mieć dziecko, choć wcześniej byłam przekonana, że nigdy. Wybuchła awantura z Mamą Zbyszka o święty obrazek który zdjęłam ze ściany w mojej sypialni. Od razu zrozumiałam, że nastąpi taki moment, gdy nie wytrzymam i będę chciała się wyprowadzić. Teraz mam mocne postanowienie, żeby sprzedać działkę i kupić własne mieszkanie. Gdy zaczęłam analizować swoje życie, zauważyłam również, że Zbyszek przestaje do niego pasować. Ja pnę się w górę na ścieżce duchowości, a on stoi w miejscu i ściąga mnie w dół.

Spokój. Początkowo natłok natrętnych, kotłujących się myśli tak mnie przytłoczył, że nie potrafiłam sobie z nimi poradzić. Ale teraz wraca spokój. Mam przekonanie, że wszelkie zmiany które zachodzą są słuszne i zmierzają w dobrym kierunku. Pozostaje obserwacja.

13.06.2016-poniedziałek

Wyprowadzam się od Zbyszka. Oboje wiemy, że magia wyparowała. Dziwne, bo mówiąc mu to, zamiast bólu czy złości poczułam ulgę. Wiem, że podejmuję dobrą decyzję. Mam ufność, że życie przyniesie mi to, czego powinnam doświadczyć.

28.06.2016- wtorek

Od ponad tygodnia mieszkam u Weroniki w domu. Wynajmuję tam całe piętro. Mam pokój, pomieszczenie na kuchnię i łazienkę. Nie mieszkał u nikt od około 20 lat. Gdy zobaczyłam piętro po raz pierwszy, załamałam się. Brud tak potworny, że ciężko sobie wyobrazić. W łazience odpadają tynki ze ścian i sufitu. Spadają na głowę podczas kąpieli. Przeprowadziłam się. Radości która temu towarzyszyła nie spodziewałam się kompletnie. Nie było we mnie ani odrobiny smutku. Jedynie radość. Odeszłam od partnera i dopiero teraz czuję się tak prawdziwie zakochana. Jestem zakochana bardziej niż wtedy, gdy żyłam w związku. W kim? To Boska Miłość we mnie?

W piątek przyjaciele przywieźli mi moją lodówkę i kuchenkę. Zrobiłam zakupy i w sobotę rano mogłam przygotować pierwsze śniadanie i kawę w nowym domu. Jaka to radość, jaki spokój. Jest mi tu dobrze, jestem szczęśliwa.

Dojrzałam do macierzyństwa. Dojrzałam do założenia rodziny. Zawsze bałam się w pełni zaangażować. Bałam się deklaracji, dlatego związek ze Zbyszkiem był idealny. Było nam dobrze, ale bez fajerwerków. Ale teraz chcę innego życia. Od czasu gdy otrzymałam „miesiąc miodowy” wiem, że najważniejsza jest duchowość. Nie ma nic poza tym. A Zbyszek nie pragnie żyć takim życiem. On woli zostać po drugiej stronie. Na obecnym etapie myślę, że mogłabym żyć jedynie z kimś, z kim będę piąć się w górę, z kim będę wzrastać.

08.07.2016- piątek

Jestem szczęśliwa. Tak po prostu. Jest mi dobrze. Odkrywam w sobie pokorę. Wiem, że wszystko co się przytrafi będzie właściwe. Mam cel w życiu i mam go realizować. Matka pokieruje mną tak, bym znalazła się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Pragnę zrealizować się jako żona i matka. Pragnę opiekować się bliskimi i robić to najlepiej jak potrafię. Ale nie chcę niczego na siłę ponieważ wiem, że być może co innego jest mi pisane. A jeśli tak jest, akceptuję każdą ewentualność. Podczas medytacji prosiłam Shri Mataji aby pozwoliła mi stać się Sahja Yoginem, abym nie bała się dawać Samorealizację innym. Poprosiłam, by kierowała mną tak, by moje życie było pełne. Cokolwiek jest mi dane, gdziekolwiek mam żyć, cokolwiek mam robić- przyjmuję to z pokorą.

30.07.2016

Budzę się z radością bez powodu. Zmieniłam się. Rok temu nie gotowałam jedzenia prawie wcale. Stołowałam się w restauracjach. Dziś przygotowywanie posiłków sprawia mi ogromną radość. Robię wypieki, nawet piekę pieczywo i gotuję jedzenie dla psa. Odnajduję się w tym. Robię footsoak codziennie, zakrapiam nos Gee, medytuję i staram się wstawać wcześnie, nawet o 6 rano. Kilka miesięcy temu wstawałam o 10! To wszystko przychodzi samo. Czuję przemianę w sobie, inni też ją dostrzegają. Co mam zrobić, aby dawać Realizację innym? Mam blokadę w sobie, nie wiem jak ją przełamać.

Wczoraj byłam na programie. Czułam tak ogromną radość w sercu. Było mi tak dobrze, że nie umiałam powstrzymać uśmiechu.

10.08.2016

Dziś pierwszy raz wstałam bez problemu o 5.30 na poranną medytację.

Ostatnio uświadomiłam sobie namacalnie moc Sahaja Yogi. Wracając wieczorem do domu utknęłam w gigantycznym korku. Auta nie ruszały się ani o centymetr, wypadek. Ludzie powyłączali światła, silniki i spacerowali po drodze. Puściłam bandan. Poczułam chłód. Jeszcze nie skończyłam a już auta blokujące wjazd na skrzyżowanie ruszyły się, wyjechały i umożliwiły  wyjazd także mnie. Jadąc pomyślałam, że wolałabym, by jutrzejszy zabieg który miałam umówiony na rano, został przełożony, bo pewnie będę bardzo zmęczona. Pacjent przyszedł najedzony. Nie mogłam go poddać operacji, przełożyłam na następny dzień.

Jakiś czas temu nie chciało mi się wstać na medytację. Pies obudził mnie przed budzikiem. Musiałam wstać, żeby ją wyprowadzić na spacer. A później zamiast usiąść do medytacji, poszłam dalej spać. Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Żadne lekarstwa mi nie pomagały. Zbierało mi się na wymioty. Cały dzień zmarnowany. Zmusiłam się aby pojechać wieczorem na program. Podczas medytacji przeszło. Kolejny namacalny dowód!

P.S. Zaobserwowałam, że od pewnego czasu czuję się wciąż jak na wakacjach. Mam w sobie absolutną ufność, kompletny brak zmartwień. Każdą życiową sytuację przyjmuję ze spokojem. Codziennie jestem szczęśliwa.

30.08.3016- wtorek, Cabella

W zeszły czwartek przyjechaliśmy do Cabelli. Po drodze zatrzymaliśmy się w Aśramie w Wiedniu. Sala medytacyjna przepełniona była przepięknymi wibracjami. Spotkałam tam człowieka, który spytał skąd jesteśmy. Biło od niego światło, cudowna dusza. Jeszcze długo miałam jego obraz przed oczami.

W niedzielę była Pudża do Shri Kriszny. Zostałam wytypowana do czyszczenia sreber i przygotowań. Pojechałam do Pałacu Shri Mataji. Płakałam ze wzruszenia. Było tak pięknie. Dotykałam naczyń, na których Shri Matji trzymała stopy. Nie potrafię opisać emocji które temu towarzyszyły. Ofiarowywałam kosz Lakszmi i myłam stopy Matki podczas Pudży. Niesamowite! Wciąż byłam wzruszona, taka radość. Spływa na mnie potęga błogosławieństw Matki. Nie potrafię opisać wdzięczności. Niewyobrażalne emocje, wszyscy widzą, że lewituję.

Doświadczyłam kilku rzeczy.

-znów wrócił do mnie stan sprzed trzech lat. Bezgraniczne szczęście, ufność i uczucie Boskiej Miłości. Lewituję, latam, chcę skakać ze szczęścia i wszystkich ściskać. To cudowne. Lecz teraz już wiem, że nie to jest celem podróży. Mam rozwijać się w duchowości a nie tkwić w miejscu jedynie rozpływając się w ekstazie. Muszę naprawić siebie, utrzymać się w centrum, przyjąć naukę. Dopiero teraz rozpocznie się prawdziwa droga.

-poczułam, że wszyscy jesteśmy istotami duchowymi. Każdy z nas jest piękny, nawet żul spod sklepu alkoholowego. To jest niesamowite. Wczoraj byliśmy zobaczyć górę Matterhorn. Było tam również wiele innych osób, narciarzy. Ale oni nie czuli potężnych wibracji. Tylko my, jakie to błogosławieństwo! Gdy poczułam miłość Shri Mataji wiedziałam, że to czego doświadczam to jedynie niewielka cząstka tego co możemy otrzymać. Potęga i miłość Matki są tak ogromne, że  nie jesteśmy w stanie tego pojąć. Przerosłoby to nas. Oddaję się całkowicie w ręce Matki, o nic nie proszę, Ona wie najlepiej co jest dla mnie najlepsze.

Później

Rozmawiałam z W. o ślubach jogińskich i o naszych wątpliwościach z tym związanych. Wciąż mówię o pokorze, o oddaniu jakie mam w sobie. Myślałam, że oddaję wszystko. Ale gdyby przyszło mi zostawić wszystko i wyjechać na drugi koniec świata, nie zrobiłabym tego. Bałabym się. To nie jest brak gotowości. To brak pełnego oddania, ufności i wiary. Ta rozmowa przytłoczyła mnie bardzo. Poczułam się malutka. Zrozumiałam jak ulotna jest moja wiara, to pył. Teraz dopiero wiem, że nic nie wiem i nie rozumiem prawie nic. Muszę z ogromną pokorą i wdzięcznością w sercu medytować. Mam bardzo dużo do przepracowania. Znacznie więcej niż mi się zdawało do tej pory. Myślę, że odczuwałam nawet pewien rodzaj pychy, ponieważ jogini mówią, że pędzę jak rakieta. Wydawało mi się, że sporo już za mną. Ale to nie tak. Nie jestem jeszcze poukładana, więc nie mogę zrobić nic dla świata. „Pacjent nie może leczyć pacjenta”. Przede mną potężna droga i nie jedna dotkliwa lekcja. Wszystko muszę przyjąć aby wznieść się wyżej.

01.09.2016- czwartek Cabella

Rozmowa o braku wiary w Matkę bardzo mnie przygnębiła. Zrozumiałam, że moje oddanie Matce jest marne. To było ważne doświadczenie, bo poczułam ogromną skruchę. Po kilku ostatnich dniach euforii i przekonaniu, że jesteśmy tacy wspaniali i piękni, wybrani wręcz, pstryczek w nos był bardzo potrzebny. Miałam w sobie wstyd za swoje zachowanie, za to poczucie pychy. Nie jestem lepsza od innych, mam do przepracowania bardzo dużo.

Dla odmiany dziś doświadczyłam czegoś przyjemnego. Zrozumiałam, że mam w sobie całą wiedzę, tylko brak mi wiary w swój wewnętrzny głos. Boję się, że nie podołam, nie dam rady, nie nadaję się itp. Ale przecież kiedy w maju R. powiedział mi, że w mojej sytuacji najlepiej zrobię gdy odejdę od Zbyszka, wiedziałam, że mówi prawdę. Zrobiłam to. Kilka tygodni oswajałam się z myślą o rozstaniu, ponieważ nie czułam się gotowa na podjęcie takiej trudnej decyzji. A jednak gdy spakowałam pudła, poczułam błogość, więc dostałam od razu dowód na to, że zrobiłam dobrze. Zrobiłam to, powiedziałam, że się wyprowadzam choć nie miałam pojęcia gdzie będę mieszkać i co będzie dalej. Nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu działałam, bo wiedziałam, że tak trzeba. I miałam ufność. Dlatego dziś uważam, że mam w sobie więcej siły niż mi się zdawało, tylko nie jestem jej świadoma. Wiem, że poradzę sobie w każdej sytuacji w której się znajdę.

Czytałam wczoraj swoje zapiski w pamiętniku od samego początku. Byłam zdumiona, że kilka lat temu pisałam rzeczy, których tak naprawdę nie rozumiałam. Czytałam je po wielokroć i również nie rozumiałam, lub nie dostrzegałam. Dopiero wczoraj  czytając to wiedziałam, co chciałam sobie przekazać. To było jak grom. Zupełnie jakbym lata temu pisała do siebie z dzisiaj, jakbym wysyłała list do przyszłości. Duch wie, wie wszystko. I wiedział już wtedy.

Teraz zacznę ufać duchowi który jest moim własnym mistrzem i wie to, czego nie pozwala mi zrozumieć umysł. To co się dzieje jest tak piękne, że wydaje się wręcz nierealistyczne. Nasz „alternatywny” jogiński świat tak bardzo różni się od tego „normalnego”, starego.

08.09.2016- czwartek, Katowice

Już w domu. Przejście do rzeczywistości odbyło się wyjątkowo łagodnie. Rodzina mówi, że widać we mnie przemianę. Inna twarz, inny sposób mówienia. To co przeżyłam było bardzo potężne i głębokie. Boska Ręka czuwa nad nami.

13.10.2016- czwartek

Zastanawiałam się ostatnio nad tym co zmieniło się po moim powrocie  z Cabelli. Początkowo nie dostrzegałam różnicy. Może z tego powodu, że znów oczekiwałam spektakularnej przemiany, a to co się dzieje jest bardzo subtelne.

Ostatniego dnia w Cabelli odbył się Havan. Pierwszy raz intensywnie czułam wibracje na dłoniach. Zaczynam czuć je coraz mocniej. Muszę teraz rozwijać mistrzostwo nie karmiąc jednocześnie ego. Proszę o pokorę aby w tym co się dzieje i zmienia móc zachować wzrost duchowy nie zbaczając z centrum. Pragnę być w pełni oddanym narzędziem w rękach Boga, dawać innym Realizację. Wiem, że nie jesteśmy w stanie pojąć Boskiej Gry która się odbywa. Nie ma sensu analizować. Przeze mnie wszystko płynie, ja nie robię nic. Jeżeli żyjemy w duchowości, cały wszechświat nas prowadzi.

W poniedziałek 10.10 dałam dwie Realizacje, cudownie!

18.10.2016- wtorek

Życie w Sahaja Yodze zmienia wszystko. Gdy zaczynamy czuć wibracje, dostrzegamy jego duchowy aspekt jeszcze głębiej. Kilka dni temu załatwiałam sprawy w urzędzie. Wczesny poranek, szłam korytarzem. Kilka osób tak po prostu odwróciło się do mnie i pięknie uśmiechnęło. Duch wie

Oglądając Program Publiczny po raz kolejny uświadomiłam sobie jak potężne łaski otrzymujemy. Tak niewielu nas jest. Jesteśmy przeznaczeni do tej drogi. Bóg wyznaczył właśnie nas a przecież nie musiał tego robić. Jakie to błogosławieństwo być w Sahaja Yodze gdy wokół tyle martwych dusz.

20.10.2016, czwartek

Wczoraj do mnie do pracy przyszła grupa przedszkolaków na zajęcia o pracy weterynarza. Kompletnie nie byłam przygotowana, ponieważ tak naprawdę nikt nie podał mi konkretnego terminu zajęć. Wpadły dzieci, pacjenci czekają, nie ma drugiego lekarza żeby ogarnąć sytuację, stres. Co tu zrobić? Zaprosiłam grupę do gabinetu i nagle przyszło: „podnieś Kundalini”. Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Spokój, uwaga tylko na tym jednym. Opowiadam swoje, ale wciąż pracuję nad dziećmi. Poszło, pięknie. Prąd przez dłonie i ręce, błogo. Poczułam się szczęśliwa, wielka radość w sercu. To jest to. Wszystko się ułożyło. Dzieci zadowolone, przedszkolanki zachwycone, pacjenci grzecznie czekają i nikt nie ma pretensji. Po pracy pojechałam na wizytę domową. Pani mówiła, że ją boli ucho. Kazałam wymasować ciemiączko. Podniosłam Kundalini. Nic nie poczułam, ona chyba też. Nie szkodzi, uczę się.

Jai Shree Mtaji!

22.10.2016

Dziś odbyły się Targi Medycyny Naturalnej w Katowicach. Sahaja Yoga miała tam swoje stoisko. Byłam tam. Pierwsze 10-15 minut bardzo stresujące. Co pomyślą, powiedzą ludzie? Jak nas odbiorą? Nie chciałam, żeby zobaczyli mnie pacjenci. Jak na zawołanie przyszła Pani G. z córką i koleżanką. Dałam im realizację, poczuły. Było dobrze. Później poszło gładko. Dużo pięknych osób. Przychodzili szarzy, a odchodzili promienni. Chcieli się do nas przytulać i rozmawiać. Zrobił się tłum, wszystko popłynęło samo. Było pięknie, wibracyjnie. Znów błogość.

Minął rok od czasu jak regularnie medytuję. Zmieniło się tak wiele, wszystko. Całe życie się przewartościowało. Dziś dopiero czuję pełnię spokoju, ponieważ czuję, że powróciłam do Domu. Jestem bezpieczna. Wiem, że moje wołania i prośby zostały wysłuchane. Teraz życie będzie biegło już właściwym torem, o nic nie muszę się martwić. Jesteśmy prowadzeni. Wszystko dzieje się samo, wystarczy po prostu być. Takie to piękne i proste. Takie staje się nasze życie, całkowicie przewartościowane. Dostrzegamy świat jakim jest naprawdę. Wszystko to, co wywoływało lęki i strach odchodzi. Nie ma piękniejszego życia niż to, które wiedziemy w Sahaja Yodze.

Zabawne jest to, że prawie od samego początku wciąż i wciąż zastanawiałam się co mam zrobić żebym była przydatna? Co zrobić aby wzrosnąć? Co mam zrobić, jak mam zrobić? Tyle myślałam, nie doszłam do żadnego wniosku. A przez ten czas wydarzyło się wszystko. Po prostu się dzieje, ja nie robię nic. Wszystko wydarzyło się gdy ja zajęta byłam zastanawianiem się jak mam dokonać tych zmian. Rozmyślanie nad przyszłością, analizowanie  i roztrząsanie jest niesamowicie męczące. Dla własnego dobra lepiej odpuścić. Wystarczy byś tu i teraz, w radości. To wystarczy, to takie piękne, takie proste, że aż ciężko to pojąć. Ale tak właśnie jest. Każdego dnia otrzymujemy potęgę błogosławieństw dając równocześnie radość innym. Czy można wymarzyć sobie coś piękniejszego?

Basia